niedziela, 5 lutego 2012

Gratulujemy marnego zysku czyli Zysk bez ryzyka od środka


Niedawno pisałem o nowej łapance ING na gruperze. Bank śłąski mnie rozbraja zapewnieniami o swojej wielkości i słusznych decyzjach. Dziś chciałbym pokazać na konkretnych przykładach, jak daleko one mijają się z prawdą. Porównaj to co przeczytasz ze swoim bankiem.

Dostałem właśnie list pochwalny za skorzystanie z produktu Zysk bez ryzyka, który prezentowałem niedawno tutaj. Moje zdanie i zdanie banku różnią się kompletnie na temat tego produktu gdyż to, co bank uważa za doskonałą inwestycję, którą zawdzięczam jego wybitnym specjalistom, można było osiągnąć z lepszym skutkiem w innym banku. Ale niech przemówią liczby.


Nie będę tu cytować całego listu bo pastwić można się nad każdym zdaniem. Wybierzemy tylko smaczki, bo skala porównawcza którą bank przyjmuje woła o pomstę do nieba. Ale po kolei. Na czerwono bank zaznaczył następujące dwa fragmenty:

Ubezpieczenie:
zapewniło ochronę 100% zainwestowanych środków w całym okresie obowiązywania umowy ubezpieczenia.

Odpowiedzią na to niech będzie mój artykuł Gwarancja mniejszego zła

wypracowało łączną stopę zwrotu na poziomie 15,33%w okresie od 14.07.2008r. do 31.12.2011 (co odpowiada oprocentowaniu 5,46% rocznie na tradycyjnej lokacie bankowej za cały wskazany powyżej okres zabezpieczenia).(...)

Cytowane 15,33% zasługuje na osobny wpis, jeżeli nie kilka. Tutaj powiem tylko tyle, że lokatowe 5% nie jest równe 5% na giełdzie czy w funduszach. Za tymi liczbami kryje się wiele ukrytych opłat za zarządzenie, rachunek maklerski, podatek belki, prowizja od transakcji i wiele innych, co zmienia faktyczne oprocentowanie które w końcu dostaniemy do ręki.

Dla banku ważne jednak jest to, że może pochwalić się w reklamie dumnie wyglądającym 15,33%. Tę ładną liczbę lew dla nas wywalczył na - rynkach finansowych (gdzie) panuje duża niepewność i zmienność nastrojów wywołana kryzysem płynnościowym banków komercyjnych i kłopotami budżetowymi wielu państw strefy euro - jak to górnolotnie określa bank.

Jakżeż ładnie to wygląda dla potencjalnego klienta. Zejdźmy jednak na ziemie, bo w rzeczywistości ów superwynik jest gorszy od 4,75% które mogliśmy spokojnie zarobić na zwykłym koncie oszczędnościowym. A przecież można było korzystać w tym czasie z konta 5,8% netto, który miał w ofercie choćby Paribas.

Procenty podają jednak zawsze wartość względną. Aby ocenić w sposób bezwzględny dla przykładowych kwot porównajmy fakty:

Wpłaciłem na Zysk bez ryzyka 5000zł i dokonałem wypłaty 1000zł w trakcie trwania.
5000 zł na okres 1.09.2008 – 9.03.2011
4000 zł na okres 10.03.2011 – 11.01.2011
Zwrot: 4700,08
Wniosek przy powyższych danych mamy 700,08 zysku. Z tej kwoty mam być dumny i dziękować specjalistom ds inwestycji pracującym w ING.

Zrobiłem krótka symulację komputerową, co by było gdyby powyższe kwoty trzymać na koncie oszczędnościowym oprocentowanym na 4,75% i zakładając kapitalizację miesięczna!
Za pierwszy okres – 634,51zysku
Za drugi okres – 188,80 zysku
Wniosek przy alternatywnej kumulacji mamy 823,31 zysku

Gdyby zastosować kapitalizację dzienną wyniki różniłyby się jeszcze bardziej na niekorzyść banku. Gdyby zaś przyjąć strategię wyboru najlepszego konta wyniki byłyby rażąco różne! Dla przykładu w ostatnim miesiącu trwania Zysku bez ryzyka można było np. przenieść środki do Deutsche Bank, który oferował 8,1% netto. Różnica byłaby pewnie miażdżąca.

W liście czytamy – Powyższe dane dowodzą trafności Państwa decyzji inwestycyjnej, która pozwoliła na bezpieczne pomnożenie posiadanych środków oraz zagwarantowała ochronę ubezpieczeniową. Świadczą one także o kompetencjach i umiejętnościach naszych specjalistów ds. inwestycji.

Na koniec zostawiłem sobie zabójczy fragment, który pozostawię bez komentarza.
Dla porównania na długoterminowej lokacie można było osiągnąć oprocentowanie na poziomie 3% rocznie.

Pięknie mówić potrafią. Pytanie tylko czy warto płacić za elokwencję?

1 komentarz:

  1. Bardzo fajny wpis. Dobrze, że się takie pojawiają aby przestrzegać klientów będących potencjalnymi ofiarami swojej naiwności i polityki marketingowej giganta.
    Nasuwa mi się tutaj dodatkowo pewne przemyślenie:
    jakkolwiek zwrot kapitału po latach w postaci nominalnej kwoty 100% jest w sposób oczywisty stratą w wyniku utraty wartości nabywczej, to jeśli jest to od początku jasno i wyraźnie powiedziane, to nie można odmawiać racji istnienia takich produktów, jeśli są chętni do korzystania z nich. Ale oczywście można uważać je za kiepskie.
    Co do treści listu pochwalnego, to oczywiście lew może sobie pisać co chce, bo takie jego prawo, jednak gdybym ja zarządzał tego typu funduszem, to:
    1. gdybym uzyskał w danym okresie wynik choć nieco lepszy od wszystkich dostępnych lokat i innych bezpiecznych środków oszczędzania, to bym się tym chwalił. owszem wynik ten zapewne mógłby być gorszy niż np. fundusze akcyjne lub surowcowe, gdyby w tym czasie trwała tam hossa. jednak tutaj zawsze wskazywałbym że tamte inwestycje stwarzają zawsze ryzyko utraty znaczącej części kapitału, a my od początku gwarantowaliśmy. niewiele, ale zawsze coś stałego, co jest ważne w przypadku klintów
    powierzających znaczące części swojego majątku
    2. natomiast gdybym uzyskał wynik niezerowy, ale kiepski w porównaniu nawet z byle lokatą, to po prostu bym się tym nie chwalił. owszem, wynik mamy jaki mamy, klient od początku był świadom co może uzyskać, ale możliwość uzyskania potencjalnej nadwyżki po prostu w tym okresie się nie zrealizowała. i tyle...

    Reasumując, moim zdaniem buńczuczne wypowiedzi, które cytujesz jak najbardziej zasługują na krytykę i wręcz wyśmianie!

    OdpowiedzUsuń